Kłopotliwe macierzyństwo

Macierzyństwo jest częścią życia wielu kobiet, jednak niejednokrotnie wiąże się z uczuciem obciążenia, frustracji, urazu. Matka, która nie otrzymuje wystarczająco dobrego wsparcia i ma trudności w kontakcie z dzieckiem jest narażona na obniżający się nastrój, pogłębiającą się niewiarę w siebie jako matki a czasem nawet niewiarę w siebie jako kobiety.

Matki dzieci w wieku przedszkolnym często są po raz pierwszy konfrontowane z trudnościami ich podopiecznych. Nierzadko po raz pierwszy instytucja przedszkola staje się miejscem, które daje feedback, z czym dziecko nieradzi sobie, na ile są to trudności wychowawcze, a na ile jak rozumieć emocjonalne trudności dziecka?emocjonalne lub genetyczne.

Jak zrozumieć emocje dziecka?

Warto zastanowić się jak rozumieć emocjonalne trudności dziecka? Czasem pomocna może być refleksja nad wewnętrznym światem matki – refleksja nad jej lękami, historią życiową, nieświadomymi pragnieniami, oczekiwaniami, ponieważ to właśnie one silnie wpływają na sposób przeżywania świata przez dziecko – na jego wycofanie ze świata rówieśników, zainteresowanie nim lub próbę kontrolowania go. Często okazuje się, że to w jaki sposób matka przeżywa świat wpływa na sposób odbioru rzeczywistości przez jej dziecko.

Do momentu, gdy dziecko nie trafia do instytucji, jego trudności w relacji z matką pozostają niewidoczne, ponieważ nie uczestniczy w życiu społecznym. W tym czasie, gdy nie ma w życiu matki trzeciej osoby (ojca, znajomych, refleksyjnych rodziców) czy instytucji (żłobka, przychodni, poradni psychologicznej), które oddzielają matkę od symbiotycznej więzi z dzieckiem, wówczas może dojść do tego, że matka nieświadomie przeżywa swoje dziecko jako jedność z nią samą. Wtedy dziecko staje się nieświadomie dla matki naczyniem na jej potrzeby, pragnienia, oczekiwania, frustracje. W takim zlewaniu się dwóch istnień nie wiadomo odkąd dokąd są trudności emocjonalne dziecka, a odkąd dokąd trudności jego matki.

Czasem trudno rozdzielić emocjonalne trudności matek i ich dzieci. Istotne jest, aby matka nie czuła się samotna w procesie wychowania dziecka, ponieważ właśnie wtedy zarówno ona jak i dziecko narażeni są na zatrzaśnięcie się w spirali emocjonalnej zależności, w której nie wiadomo odkąd dokąd jest matka i odkąd dokąd znajduje się psychicznie jej dziecko. Czasem przejście procesu psychoterapeutycznego może być pomocne w rozplątaniu tej zbyt silnej zależności.

Rezerwacja konsultacji:

tel. 534 030 607  

email. skrzynka@gabinet-ego.pl 

Ewelina i Lena

Ewelina ma 32 lata. Z mężem żyją dość skromnie. Oboje pracują na średnim szczeblu w korporacjach. Parę lat temu kupili mieszkanie znacznie oddalone od centrum Warszawy. Postanowili zaplanować urodziny dziecka dość późno, ponieważ uważali, że nie stać ich na jego utrzymanie. Ewelina podjęła decyzję o zajściu w ciążę, ponieważ widziała, że dookoła jej znajomi decydują się na dzieci, pomyślała, że jeśli społecznie jest to normą, oni także powinni się zdecydować, zanim będzie za późno.

Był to czas, kiedy znacznie lepiej szło jej w pracy, nawet miała otrzymać awans. Jednak obawiała się lepszego stanowiska – bała się, że może sobie nie poradzić, że przerosną ją oczekiwania, że będzie musiała zarządzać niewielką grupą osób. Nigdy dotąd nie miała takiego doświadczenia, a jej rodzice odkąd pamiętała żyli bardzo skromnie, uważając, że zmiana ich pracy mogłaby być zbyt ryzykowna. Woleli zarabiać mniej, ale mieć pracę pewną i stałą, woleli mieć mniej, aby zbyt wiele nie stracić. Ewelina w głębi duszy myślała podobnie jak rodzice – z jednej strony ciesząc się z przyszłego awansu, z drugiej strony obawiając się wyzwań. Rodzice Eweliny niejednokrotnie mówili jej, że praca na etacie na niskim szczeblu daje możliwość przetrwania w zagrażającym świecie pełnym nieoczekiwanych zmian. Mąż Eweliny – Marek choć powtarzał, że ważne jest aby się oboje wspinali po szczeblach kariery i zarabiali więcej, sam raczej pozostawał w cieniu w swojej firmie, a na informację o awansie Eweliny zareagował pozorną radością a w rzeczywistości usilnie skrywanym lękiem. Pani Ewelina widziała w nim obawy, które silnie napotkały na jej lęk. Tuż przed tym, kiedy miała awansować okazało się, że jest w ciąży. Ewelina odetchnęła z ulgą, że teraz zajmie się dzieckiem i nie będzie musiała podejmować istotnych decyzji, ale w głębi siebie poczuła, że szanse na lepsze życie niż to w zatłoczonym bloku znacznie oddalonym od ich miejsc pracy, przepadają i ciężko jej będzie znów zaczynać wszystko od nowa. Poczucie ulgi mieszało się w niej z żalem za tym, że być może przepadła szansa na to, żeby mogła poczuć, że stać ją na wakacje, na lepsze mieszkanie. Marek czuł, że Ewelina go nie prześcignie, że nie będzie pracowała na wyższym stanowisku niż on – przecież wychowywał się w tradycyjnej rodzinie, a w niej mężczyzna zarabiający mniej niż żona stawał się jedynie jej marnym cieniem. Mógł poczuć, że Ewelina nie wymknie mu się do lepszego świata i teraz będzie mógł z nią żyć stabilnie już zawsze. Z drugiej strony doskwierało mu to, że nie może zaproponować jej lepszego życia, czuł się przegrany i wciąż martwił się tym, czy dziecko wychowają w podobnej szarości, w jakiej sami chowali się w swoich rodzinach.

Ewelina urodziła Lenkę. Kiedy Lena pojawiła się w domu cała szarość na chwilę minęła. Ewelina miała wrażenie, że w Lenie jest życie, energia, to do czego ani ona nie miała w sobie dostępu ani Marek. Ewelina, obserwując Lenę, miała wrażenie, że z Markiem żyli zamrożeni psychicznie. Patrzyła na Lenę jak na obietnicę lepszego świata. Kiedy Lena miała 2 lata i zaczęła eksplorować świat, Ewelina na wiele jej pozwalała – na rozrzucanie owoców wokół, na wyjmowanie garnków z szafek, na darcie książek. Ewelina chciała, aby Lena miała możliwość poznawania świata bez skrępowania, inaczej niż ona w dzieciństwie, które zapamiętała jako czas opresji, zasad, nieustannych pouczeń matki. Miała wrażenie, że jej wewnętrzna odwaga, siła znalazły miejsce w Lenie, która mogła rozwijać się bez ograniczeń. Mogła jeść kiedy chciała, co chciała, mogła bawić się z matką w każdej chwili, mogła wyjść z wózka, kiedy tylko zapragnęła. Pragnienia Leny stały się istotą życia Marka i Eweliny – krążyli wokół niej ścierając za nią ślady po rozbryzgujących się owocach, zbierali rozrzucone garnki. Ewelina coraz częściej czuła się zmęczona każdym dniem. Chciała w Lenie utrzymać tę nadzieję na wyjście z szarości – dziewczynka wydawała się matce władcza, co ją cieszyło, że będzie to gwarancją na to, że Lena poradzi sobie.

Pierwsze problemy zaczęły się w przedszkolu, kiedy przedszkolanki zaczęły przekazywać informacje Ewelinie, że Lena wymusza posłuszeństwo dzieci i przedszkolanek, że chce aby zajęcia trwały na jej zasadach. Kiedy świat nie dostosowuje się do jej pragnień, Lenka wpada w złość, a potem jest przerażona tym jak różni się przedszkole od jej domu – że tu nie je się rękoma, że nie wyrzuca się poza talerz jedzenia, że nie drze się książeczek, że przedszkolanka nie patrzy na nią z całkowitą aprobatą i łagodnością jak jej matka. Ewelina, słysząc uwagi na temat swojego dziecka, miała wrażenie, że jej dziecko jest nielubiane i traktowane w opresyjny sposób jak ona sama w dzieciństwie, gdy jej matka z surowością zwracała jej uwagę za każdy przejaw jej spontaniczności. Dlaczego przedszkolanki nie cenią spontaniczności Lenki, czemu próbują ją ograniczyć i narzucić swoje zasady? Ewelina czuła się zupełnie pogubiona – chciała czegoś lepszego dla dziecka niż ona sama miała w dzieciństwie, a świat znów zamykał jej dziecko w ograniczeniach, zakazach i nakazach. Ewelina miała wrażenie, że wraz z córką są wojowniczkami o wolność Lenki i walczą z nieprzychylnym światem, który dąży do odtworzenia się historii Eweliny. Tylko zmęczenie ciągłym towarzyszeniem Lenie i sprzątaniem za nią było dla Eweliny coraz bardziej męczące. Stawało się do tego stopnia, że Ewelina przestała czytać swoje ulubione książki aż w końcu zaczęła zasypiać już o 20.00 i wtedy Marek obejmował opieką Lenę. Czasem nie mogąc znieść władzy córki, irytował się i krzyczał. Potem czuł się winny, przepraszał córkę i starał się jej zrekompensować to, że zezłościł się na nią. Lenka wydawała się pogubiona w tym, czy jeśli rozrzuca jedzenie i książki po mieszkaniu to jest grzecznym czy niegrzecznym dzieckiem, bo tata nie określił, czy to co robi jest dobre czy złe. Marek czasem sam nie wiedział, czy to co robi Lena to już jest za dużo, czy powinien traktować to z miłością i sympatią.

Realizacja pragnień rodziców 

 

Dlaczego Lenka w przedszkolu była upominana i miała doświadczenie, że jej zabawy męczą mamę do tego stopnia, że zasypia jeszcze przed nią samą? Dlaczego Ewelina nie mogła czerpać przyjemności ze swojego życia i Lena stała się absolutną osią jej życia? Czemu Markowi było tak trudno stawiać granice córce, choć wielokrotnie go irytowała do tego stopnia, że wychodził z pokoju, żeby nie krzyknąć?
Ewelina często miała wrażenie, że nie zasługuje na uwagę innych, nie zasługuje na lepsze stanowisko. Nieświadomie chciała, aby Lenka mogła w życiu osiągnąć znacznie więcej. Widziała w niej potencjał, którego sama czuła, że jej brakowało – w głębi siebie bardzo krytycznie oceniała swoje możliwości, wciąż potępiając siebie jako niezdolną do lepszego życia. Właściwie wszystkie krytyczne uwagi jej matki padały w niej na podatny grunt i Ewelina siebie przeżywała w pewnym sensie jako ziemię jałową. Natomiast Lenka wydawała się jej istotą bez ograniczeń – czemu zaprzeczały przedszkolanki widzące w Lence dziecko bardzo pogubione, które samo nie wie, czy może rozrzucać, drzeć książki, brudzić się, czy świat zewnętrzny poza jej domem jest złożony tylko z zakazów. Ewelina przy Lenie czuła się szara i nijaka, miała wrażenie, że córka ma w sobie władzę, więc poradzi sobie w przyszłości. Tylko przedszkolanki próbowały ukrócić tę władzę. Po co? Aby pokazać Lence, kto tu rządzi, czy żeby pokazać dziecku, jak wygląda rzeczywistość poza domem?

Ewelina traktuje Lenę jako kogoś znacznie lepszego od niej, nieświadomie wyzbywając się swojego potencjału i siły. Gdy rodzi się dziecko, staje się ona jego przedłużeniem i ogranicza swoje życie do funkcji opiekuńczej. Przestaje czuć się kobietą, żoną, pracowniczką. Poświęca swoją energię życiową, aby w jej poczuciu ukształtować dziecko idealne. Czy Lena może być szczęśliwa, czując presję matki i jej nieświadome pragnienia związane z tym, że ma stać się dzieckiem bez skazy? Zastanawiające jest też, czy czuje się bezpieczna przy matce, nad którą zaczyna sprawować władzę. Może mieć poczucie, że to ona panuje nad całym światem, co może budzić w niej przerażenie. Ciekawą kwestią jest to, skąd bierze się wymuszanie przez Lenę posłuszeństwa rówieśników i przedszkolanek. Ten sposób bycia w świecie dziewczynki może wiązać się z cechą jej charakteru, lecz może także być zapoczątkowany przez poczucie jej matki, Eweliny, że ona sama nie jest warta uwagi, że nie zasługuje na lepsze życie. Lenka może stać się nieświadomym delegatem pragnień matki, aby stać się kimś ważnym i słyszanym.

 

 

Marzena i Julia

Marzena ma 30 lat. Pracowała już na studiach. Skończyła ekonomię i od dwóch lat stała się projekt menagerem w swojej firmie, w której zaczynała od staży. Od początku była skoncentrowana na karierze, ponieważ dążyła do awansu społecznego – chciała w życiu osiągnąć więcej niż jej rodzice, którzy pozostali w małej miejscowości, zajmując się niewielkim gospodarstwem. Rodzice ani nie zmuszali jej do tego, aby dostosowała się do rytmu życia, ani też nie dopingowali jej, aby mogła osiągnąć więcej od nich. Często czuła się zupełnie pogubiona i praca w korporacji dawała jej jasność jak należy żyć, jak należy ubierać się, jakiego języka używać. Od studiów miała wrażenie, że korporacja przyjęła ją jak wielka, wymagająca matka i nadała jej strukturę osobowości, a wszystkie inne sytuacje, które dotyczyły życia pozakorporacyjnego powodowały w niej lęk i zagubienie. W pracy poznała Bartka, który podobnie jak ona uczył się z życia w pracy jak reagować w trudnych sytuacjach i podobnie jak Marzena nie wiedział jak być w relacji, jak budować w niej bliskość, ponieważ związek jego rodziców polegał naprzemiennie albo na kłótniach albo obopólnej obojętności. Od razu, gdy zaczęli się spotykać zdecydowali, że pobiorą się. Oboje byli spragnieni życia rodzinnego i mieli nadzieję, że uda im się je zbudować pomimo tego, że nie mieli pojęcia od czego zacząć. Zaczęli więc od ślubu. Najpierw zaczęli się ze sobą nudzić, ponieważ trudno było im się interesować sobą. W Bartku narastała bezsilność, którą ukazywał za pomocą irytacji, Marzeny bezsilność znalazła ujście w uległości. Zaczęła myśleć o dziecku z nadzieją, że ono ożywi ich związek. Marzena po roku małżeństwa zaszła w ciążę i Bartek stał się agresywny, ponieważ Marzena coraz częściej wydawała się ospała i obojętna.

Kiedy pojawiła się Julka, Marzena zaczęła coraz częściej wychodzić do pracy, znikać na firmowych kolacjach, a opiekę nad Julką przejmowały różne osoby – matka Bartka, siostra Marzeny, opiekunki. Julka początkowo była bardzo cicha i spokojna, nie sprawiała kłopotów rodzicom. Marzena mogła utrzymywać dawne zaangażowanie w pracę podobnie jak Bartek. Oboje czuli się bezpiecznie jedynie w pracy, ponieważ tam wiedzieli jakie są ich role, w domu czuli jakby ich przeszłość powracała z całą mocą szarości, pretensji, żali i smutku. Julka z czasem stawała się coraz bardziej wymuszająca, musiała wywalczyć sobie kolację, bajkę w telewizji, kupno zabawek. Nauczyła się tego, że jeśli ma przeżyć w swojej rodzinie, musi walczyć, a jej jedynym orężem był krzyk i atak na matkę, która w tak granicznej sytuacji zgadzała się na wiele więcej niż powinna. Potem w nocy Marzena wyrzucała sobie, że jest złą matką i czuła jak coraz bardziej boi się swojego dziecka, które wymyka się jej spod kontroli. Im bardziej to przeżywała, tym więcej pracowała, ponieważ tylko w pracy mogła czuć się dobrze – tam była ważna, doceniana, liczyło się jej słowo. W domu czuła jakby coraz bardziej znikała – Bartek dopuszczał się na niej do coraz gwałtowniejszych ataków, a Julka jakby naśladując go, żądała wszystkiego co było jej potrzebne, aby przetrwać. Marzena czasem miała wrażenie jakby jej rodzina zamieniała się w dżunglę, a jej mąż i dziecko stawali się wygłodniałymi tygrysami, ona natomiast zebrą, która, żeby przeżyć udaje martwą. Julka niejednokrotnie szukała z nią więzi, kopiąc ją czy plując, co powodowało w Marzenie coraz większą niechęć wobec dziecka, które chętnie zostawiała do późnych godzin w przedszkolu.

Trudności w opiece nad dzieckiem

Przedszkolanki informowały Marzenę o tym, że Julia potrafi krzywdzić inne dzieci i czuje z tego powodu satysfakcję. Marzena była przerażona tymi informacjami, które powodowały w niej jeszcze większą bezsilność i bierność. Nie rozumiała jak to się dzieje, że w pracy potrafi tak świetnie sobie radzić, a w domu cała kostnieje z lęku przed swoim dzieckiem, które coraz bardziej przypominało jej prześladowcę. Julia urastała w jej oczach do roli wszechpotężnego stworzenia, które ma nad nią moc i od którego chciałaby się uwolnić. Julia natomiast widziała lęk i niechęć w oczach matki i chciała się do niej zbliżyć, gdy nie mogła, wpadała we wściekłość i przerażenie. Czy to znaczy, że jest tak strasznym dzieckiem, że aż jej matka od niej stroni? Czy to znaczy, że Marzena jest tak straszną matką, że Julka staje się przy niej wściekła i wymuszająca? Jest tak straszną matką, że boi się swojego dziecka? Marzena czuje się zupełnie sama i myśli, że znikąd nie otrzyma ukojenia i pomocy. Może już na zawsze będzie przeżywać ten lęk i bezsilność jakby znajdowała się za grubym szkłem?

Marzena nieświadomie czuje się przerażona rolą matki, której być może nie poznała w domu rodzinnym. Ta rola narusza jej dotychczas wypracowaną postawę przykładnej pracowniczki. Marzena może czuć się pogubiona jak połączyć w sobie te dwa aspekty, nie tracąc poczucia własnej tożsamości obecnie opartego na pracy zawodowej. Unika kontaktów z dzieckiem, ponieważ przypomina jej ono o jej sfrustrowanych potrzebach – głodzie relacji z mężem, głodzie miłości. Zależność Julki przeraża ją i wydaje się Marzenie osaczająca. Sama potrzebuje wsparcia i tej sytuacji tak trudno jest jej samej zaopiekować się dzieckiem. Julia nauczyła się wymuszać zaspakajanie jej potrzeb poprzez agresję. Dzięki tej agresji może poczuć, że psychicznie przetrwa.

 

 

Justyna i Mirek

Justyna ma 29 lat i pracuje jako księgowa w jednej z korporacji. Z Przemkiem wzięła ślub już w 25 roku życia. Wszystko było zaplanowane i po kontrolą – studia, ślub, dziecko, kupno mieszkania. Chciała panować nad swoim czasem i miała nadzieję, że uda jej się zgrać równocześnie życie męża oraz dziecka, tak aby mogli stworzyć idealną rodzinę. Ślub wyszedł o czasie. Zresztą rodzice także naciskali, aby nie było opóźnień. Przez 4 lata od ślubu Przemek był milczący i Justyna choć miała wrażenie, że panuje nad związkiem, to Przemek wymykał się jej częstym milczeniem, które doprowadzało ją do furii. Z kolei kiedy zaczynał mówić, miała wrażenie, że się kompromituje i właściwie lepiej już jak milczy. Justyna zauważała jak Przemek opóźniał wszystko to o co ona go poprosiła – naprawiał szafkę pół roku, nie mogąc się do tego zabrać, przybijał lustro do ściany rok, wiąż odciągając moment przybicia gwoździa. Justyna nie wiedziała, czemu tak się dzieje i miała wrażenie, że Przemek robi jej milcząco na złość – nie pokłóci się z nią, nie powie, że nie podobają mu się jej rządy, nie postawi jej granic, ale gwoździa też nie przybije ani szafki nie naprawi. Justyna zaczęła się uczyć naprawy szafek i przybijania gwoździ, żeby Przemek wiedział, że nie może się tak nad nią znęcać odwlekając wszystko to, o co go prosi. Doszło do tego, że Przemek nie był już w domu potrzebny, bo Justyna dobrze zarabiała, płaciła kredyt, naprawiała zepsute urządzenia. Nie mogła jedynie sama zajść w ciążę ze sobą. Wiele lat trwało zanim pojawił się Mirek. Przez te lata miała wrażenie, że Przemek nawet odwleka zapłodnienie, nawet to wstrzymuje w ich życiu. Justyna pragnęła dziecka, ponieważ jego obecność być może sprawi, że Przemek nie będzie ją tak irytował. Wychowa dziecko na kulturalne i zaradne. To ono będzie z nią, kiedy Justyna poczuje się sama. Marzyła o tym, że czas jej i dziecka wypełnią wspólne zabawy, które pomogą dziecku rozwijać się. Justyna już w ciąży wybierała maty interaktywne, klocki, gry. Czekała tylko na moment, kiedy będzie mogła dziecku pokazać jak bardzo świat jest logiczny i jak bardzo można nad nim panować i go kształtować. Kiedy urodził się Mirek, Justyna chciała go mieć tylko dla siebie, Przemek irytował ją, gdy próbował zbliżać się do dziecka. Miała wrażenie, że Przemek przy dziecku robi wszystko źle i na opak. W głębi siebie była zazdrosna o Mirka i nie chciała, aby ktoś trzeci przejął go. Justyna nie chciała, żeby rodzina ich odwiedzała, bo każdy kontakt jej matki, teściowej, siostry irytował ją i stawał się dla niej zagrażający – jakby za chwilę Mirek miał wybrać którąś z tych kobiet na swoją matkę, jakby każda z nich miała w sobie coś znacznie bardziej przyciągającego niż ona sama. W kontakcie z Mirkiem też czuła często irytację, kiedy robił to, czego ona nie oczekiwała lub to czego nie akceptowała. Potem karała się za tę złość, która nie pozwalała jej być blisko Mirka. Wciąż miała wrażenie, że każda z kobiet, którą spotyka byłaby lepszą matką dla niego. Im bardziej czuła się zagrożona, tym bardziej go kontrolowała, aby nie wchodził do piaskownicy i nie brudził tam rączek, aby nie podchodził do niegrzecznych dzieci, bo sam może zachowywać się jak one, żeby nie nalegał na kupowanie pluszowych misiów, bo są one źródłem kurzu i bakterii. Matę interaktywną zawsze można umyć, co Justyna czyniła stale. Mirek w jej przeżyciu zaczął robić się złośliwy i wkładał rączki do brudnej piaskownicy, patrząc wprost na nią, prowokował głośne dzieci do kłótni. Chyba stawał się podobny do swojego ojca. Przerażało ją to, że być może straci nadzieję na idealne dziecko. Justyna miała nadzieję, że nikt nie zobaczy, że Mirek często nie słucha się jej. Jaką ona jest matką, że jej własne dziecko nie jest jej posłuszne, że nie panuje nad nim? Jak ona je wychowuje? A może to wina Przemka, który zawsze był królem prokrastynacji i lenistwa.

Problemy dziecka w Przedszkolu

Kiedy Mirek poszedł do przedszkola, wszystko to, co Justyna taiła przed całym światem, nagle wydało się. Została zaproszona przez przedszkolankę na rozmowę i usłyszała, że Mirek jest nieposłuszny i nie wykonuje poleceń. Podczas rozmowy patrzyła na przedszkolankę lodowatym spojrzeniem i próbowała udowodnić jej, że to ona sama nieudolnie pracuje z dziećmi, jeśli nie potrafi sobie poradzić z Mirkiem, który w domu jest zupełnie grzeczny. Justyna zagroziła, że jeśli przedszkolanka będzie imputowała jej trudności Mirka, to ona złoży skargę do dyrektorki przedszkola lub innego urzędu odpowiedzialnego za pracę pracowników tej placówki. Przedszkolanka była przerażona i zaczęła zastanawiać się, czy rzeczywiście dobrze, że wezwała matkę Mirka na rozmowę, bo może dziecko nie zachowuje się w sposób aż tak uporczywy? Następnego dnia przestała zwracać uwagę Mirkowi, bo obawiała się reakcji jego matki. W pewnym sensie, odpuściła sobie stawianie mu granic, bo czuła, że nie ma to sensu, że jego matka ma władzę nad nim nawet w przedszkolu. Mirek coraz częściej prowokował kolegów do bójek, w ten sposób, że zabierał im zabawki, uważając je za swoje, co potem był poszturchiwany przez nich. Justyna coraz częściej pojawiała się w przedszkolu i coraz silniejszych gróźb musiała używać, aby zamknąć usta przedszkolankom i rodzicom dzieci, które były prowokowane przez Mirka w coraz to bardziej przemyślny sposób. Justyna na każde wezwanie do przedszkola przychodziła uzbrojona w złość i swoje argumenty nie do zbicia. Nie słyszała, że z Mirkiem są coraz większe kłopoty. Nieświadomie wyłączyła swoją refleksyjność. Kiedy siadała w domu, mając w głowie rozmowy w przedszkolu, czuła się przerażona, zawstydzona i zupełnie sama. Czemu Przemek nigdy nie jest z nią? Czemu ona musi brać na siebie wszystko? Czuła jakby świat ją zdradzał – skarżące się przedszkolanki, wściekli rodzice, wiecznie prokrastynujący mąż. Czuła jakby Mirek specjalnie upokarzał ją jako matkę, sprawiając takie kłopoty. Ale Justyna, będzie za Mirkiem, będzie walczyć o to, aby nikt na niego nie naskakiwał w jej poczuciu bez powodu. Gdyby wydało się, że w domu jej dziecko też sprawia trudności… Jaką matką okazałaby się przed sobą i innymi?

Zastanawiające jest, skąd się bierze złość Mirka i dlaczego prowokuje w przedszkolu inne dzieci. Chłopiec nie wyraża złości w sposób bezpośredni, tylko doprowadza do tego, że inne dzieci złoszczą się na niego jawnie. Być może, obawia się wyrażania swoich uczuć wprost, ponieważ ma wielokrotne doświadczenia, że jego matka ma potrzebę sprawowania kontroli. Jego spontaniczność zamieniona jest w sabotażowanie relacji rówieśniczych. Jest to jego forma adaptacji do relacji z władczą matką, która bardzo obawia się zrezygnować ze swojego wrażenia związanego z tym, że panuje nad światem syna, męża, przedszkolanek.

Justyna nieświadomie, nie słysząc potrzeb Mirka, wychowuje dziecko, które jest głuche na potrzeby innych. Sama zarówno forsuje siebie w kontakcie z mężem, podejmując za niego wiele aktywności jak i forsuje siebie w kontakcie z Mirkiem, chcąc z nim tworzyć niepowtarzalną i silną więź. Mirek natomiast odpowiada na emocjonalne forsowanie się matki prowokacją lub unikaniem – w pośredni sposób wyraża swoją złość. Nieświadomie Mirek może obawiać się jawnej konfrontacji z matką, lecz ten lęk przenosi na kontakt z kolegami i przedszkolankami i będąc w kontakcie z nimi zachowuje się podobnie jak wówczas, gdy przebywa z matką. Justyna nadużywa siebie w kontakcie z innymi oraz nadużywa innych w kontakcie ze sobą – wnika w społeczny świat Mirka, próbując go retuszować zamiast zrozumieć, kontroluje działanie przedszkolanek wobec jej dziecka.