Psychosomatyka

Choroba psychosomatyczna polega na tym, że silne emocje, które nie mogą być przeżyte przez pacjenta z obawy przed uszkodzeniem psychiki, stają się destrukcyjne dla jego organizmu. Niektóre reakcje alergiczne, gastryczne, kardiologiczne i podobne reakcje somatyczne są formą ochrony przed ukrytymi pragnieniami, lękiem, które pacjent przeżywa jako zagrożenie życia. Ciało staje się wtedy przestrzenią, na której rozładowywane są psychologiczne impulsy, co staje się destrukcyjne dla organizmu. Pozornie choroba somatyczna spełnia funkcje ochronne dla niechcianych i nieprzeżytych emocji pacjenta, który komunikuje swój stan rozpaczy przez chorobę fizyczną. Nieświadomie pacjent atakuje swoje ciało po to, by ocalić swoją sferę psychiczną.

Pacjenci psychosomatyczni często mają trudność z mówieniem o sobie, o swoich emocjach, pragnieniach, przeżywają stan psychicznej pustki. Czasem w gabinecie psychoterapeuty mierzą się rozpaczliwie ze stanem bezuczuciowości. Prawdopodobnie dawniej pacjent doświadczył na tyle silnych emocji, że zagroziły one jego poczuciu spójności i tożsamości. Stan bezuczuciowości dla pacjenta psychosomatycznego z jednej strony jest azylem, w którym kryje trudne doświadczenia, z drugiej strony zubaża psychikę, wspomnienia, uczucia pacjenta.

Rezerwacja konsultacji:

tel. 534 030 607  

email. skrzynka@gabinet-ego.pl 

Marta – nieświadomy atak na ciało, aby nie pragnąć zbyt wiele

Marta (35 lat) trafiła na konsultacje do psychoanalityka, po wielu latach leczenia Hashimoto. Dowiedziała się od lekarza, że jej choroba może rozwijać się zarówno somatycznie jak i na podłożu emocjonalnym – gdy pojawia się zbyt dużo stresu, złości, smutku. Marta zaczęła wiązać pogarszanie się jej stanu choroby z poczuciem rezygnacji w związku i w pracy. Od 15 lat żyła w związku małżeńskim z Bartkiem i mieli dwójkę dzieci – Janka (7 lat) i Adama (4 lata). Pracowała jako rekruter w jednej z korporacji.

Pierwsze objawy Hashimoto miała już w wieku 27 lat, kiedy urodziła Janka. Choroba pogłębiła się po urodzeniu drugiego syna. Zawsze cierpiała na różne choroby somatyczne – zespół jelita drażliwego, gdy studiowała, a po studiach na przewlekłe zapalnie pęcherza. Cierpiała także często na bezsenność. Wiedziała, że fizycznie wciąż odczuwa ból i doświadcza chorób, ale trudno jej było powiązać fizyczny ból z jej emocjami. Nie wiedziała w jaki sposób szukać tego połączenia i jak nazywać swoje uczucia. Miała też poczucie, że zupełnie nie zna siebie, nie wie jaka jest, co lubi robić, jak chce żyć.

Nie czuła się szczęśliwa i niewiele czynności sprawiało jej przyjemność. Przeżywała często stan pustki – ani nie doświadczała radości ani głębokiego smutku, była raczej zawieszona między tymi dwoma stanami w pewnej obojętności wobec tego co dzieje się dookoła. Zaszła w pierwszą ciążę, choć nie wiedziała do końca czy chce zostać matką, następnie zaszła w drugą, nie będąc przekonana, czy chce drugiego dziecka.

Żyła podobnie do swojej matki, która miała trudne życie. Ojciec Marty chorował na depresję dwubiegunową często zapadał albo w stan manii albo depresji i tracił notorycznie pracę. Matka Marty pracowała na całą rodzinę, na parę etatów. Matkę Marta wspomina jako kobietę nerwową, ciągle zajętą, nieobecną i zmęczoną. Wciąż cerowała stare ubrania i nawet jeśli danego miesiąca mogła pozwolić sobie na zakup nowej odzieży, rezygnowała z tego, ponieważ mówiła córce, że łożenie na wygląd to strata pieniędzy, a trzeba je trzymać na czarną godzinę. Tymi myślami o czarnej godzinie matka Marty jakby ją wywoływała – nie rozstawała się ze swoim mężem, choć ten w stanie manii potrafił zadłużyć całą rodzinę podejmowaniem ryzykownych decyzji finansowych, nie zajmowała się swoimi dziećmi i powierzała je swojej matce, która była bardzo surowa, co prowadziło do powiększających się problemów wychowawczych u siostry i brata Marty. Marta zawsze pozostawała tą najbardziej posłuszną córką swojej matki i próbowała z nią nosić ciężar rodzinny, tak jak to zresztą dawnej czyniła jej matka, która była tak blisko swojej matki, że nie starczyło jej pojemności emocjonalnej na swoje dzieci.

W życiu Marty często, gdy zaczynała coś co rozwijało ją lub sprawiało jej przyjemność, jakieś czynniki uniemożliwiały, aby kontynuowała w jej życiu to co dawało radość. Gdy zaczęło się życie seksualne Marty i dostarczało jej pewnej satysfakcji, skończyło się jednak szybko, ponieważ na studiach zaczęła cierpieć na zapalenia pęcherza, które uniemożliwiały jej współżycie ze względu na częste stany zapalne. Z kolei gdy zaczęła ciekawić ją praca i zaczęła się w niej rozwijać, zaszła w ciążę. Wyszła za mąż dość wcześnie, będąc na pierwszym roku studiów, kiedy właśnie zaczęła odżywać w kontakcie z rówieśnikami – zaczęła wychodzić na spotkania, poznawać dużo nowych ludzi. I podobnie jak jej matka, rozpoczynała życie szare, nie obfitujące w radość. Tak jakby czas oddalenia się od matki, stał się czasem kompletnego utożsamienia z nią w cierpieniu i smutku.

Podczas terapii zauważyła, że ma tendencje do zamykania tego co sprawia jej przyjemność. Wybrała także na męża mężczyznę, który jest bardzo stonowany, ascetyczny i skontrolowany – sam często blokował jej chęć dalszego studiowania na kursach podyplomowych, blokował także jej myśl o założeniu własnej firmy i pragnienie spotykania się ze znajomymi. Zauważyła w rozmowie z psychoterapeutą, że nie była z Bartkiem ze względu na chęć pozostawania z nim w związku, lecz ze względu na trwanie przy nim, ponieważ dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Zauważyła, że kiedy nachodziła noc, przytulała się do Bartka jakby pełnił w jej życiu funkcję jednocześnie matki i ojca. Jednak zdała sobie sprawę z tego, że to poczucie bezpieczeństwa kosztuje ją całe życie emocjonalne, szczęście i satysfakcję. Poczuła przerażenie ze względu na tę myśl. Miała nawet ochotę przerwać terapię, ponieważ wolała żyć dawnym nieświadomym życiem, doświadczać objawów psychosomatycznych (reprezentujących jej niewypowiedziane emocje niszczące jej ciało) i nie mieć poczucia, że jej życie jest do zmiany, aby było satysfakcjonujące dla niej.

Po dwóch latach psychoterapii zaczęła widzieć siebie jako osobę – z całym wachlarzem uczuć i pragnień. Zaczęła nadawać znaczenia swoim snom i skojarzeniom, które pojawiały się podczas psychoterapii. Pełniej zaczęła doświadczać różnych emocji w obecności psychoanalityka, wobec którego doświadczała zarówno złości za to, że zaczyna pragnąć od życia, tego czego nie ma w zasięgu swoich rąk, a analityk nie radzi jej, co robić ze swoim życiem, jak i zaczęła doświadczać wobec niego wdzięczność za to, że zaczyna się czuć żywa emocjonalnie.

Zauważyła, że ponieważ wyszła z domu rodzinnego z przekonaniami, że nie może pragnąć zbyt wiele, w sytuacji gdy doświadczała pragnień, nieświadomie odcinała się od nich bólami i chorobami somatycznymi – gdy miała satysfakcjonujące życie seksualne, gdy zaczynała się rozwijać zawodowo. Odcinanie się od pragnień przypominało wchodzenie w samospełniającą się przepowiednię matki o czarnej godzinie – lepiej nie mieć niczego dobrego, bo można to stracić. Kiedy Marta żyła w imię tego przekonania wikłała się w życie emocjonalne matki i nie mogła rozpoznać siebie samej.

Zauważyła, że była to forma kary wymierzonej w samą siebie, aby nie chcieć niczego poza absolutnymi podstawami w życiu, aby wciąż pozostać nieskazitelna i wycofana. Nieświadomie czuła mnóstwo poczucia winy związanej z tym, że mogłaby rozwinąć się bardziej od swojej matki, zapragnąć więcej od niej i spełnić te pragnienia. Marta przeżywała poczucie winy względem swojej matki, która wydawała się jej osamotniona przez nią. Samotność matki Marta wiązała z tym, że sama rozpoczęła własną drogę w przeciwieństwie do swojej rodzicielki, którą przeżywała jako wciąż wszczepioną w swoją matkę i wyzbytą własnych pragnień. Początkowo bała się w jej poczuciu opuścić matkę, doświadczając przyjemności w swoim życiu, jednak w pewnym momencie zaczęło jej być szkoda samej siebie, swojego życia i jej dzieci, które obserwowały podobnie jak ona dawniej swoją matkę wiodącą życie w określonych ramach, których nie może znieść i które nie pasują do jej życia wewnętrznego. Bardziej niż matki, zrobiło się jej szkoda siebie, przez to mogła zbliżyć się do swoich dzieci. Im więcej w jej życiu było jej matki, tym było mniej jej. Odzyskała dzięki tej myśli empatię do samej sobie – jakby jednocześnie stała się dla siebie dobrą, troskliwą matką i kochaną córką.

Po czterech latach terapii Marta zdecydowała się odejść od Bartka, ponieważ czuła, że nie może przy nim realizować swojego pragnienia życia. Czuła, że oboje są oddzieleni murem i nie jest w stanie nic z tym zrobić. Zauważyła, że tak było zawsze, jednak teraz zaczęła to dostrzegać i to spostrzeżenie nie pozwalało jej znów żyć w martwym punkcie. Rozpoczęła także nowe studia i z przyjemnością poznawała na nich nowych ludzi. Kiedy zaczęła zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć, wiele z chorób somatycznych przestało być na tyle uciążliwe, że uniemożliwiały –funkcjonowanie.

 

 

Chętnych zapraszam do zapoznania się z obszernym artykułem o Chorobach Psychosomatcznych (autorstwa Agnieszki Guzowskiej) oraz z artykułem o diagnostyce chorób psychosmatycznych.

 

Słowa Klucze:

  • psychosomatyka,
  • choroby psychosomatyczne,
  • leczenie chorób psychosomatycznych w Warszawie,
  • zaburzenia nerwicowe,
  • objawy psychosomatyczne,
  • zaburzenia hipochondryczne,
  • zależności psychosomatyczne.