Wycofanie psychiczne

Często osoby wycofujące się psychicznie, doświadczyły zbyt dużej ilości trudnych przeżyć, takich których nie mogły pomieścić w sobie i poszukują azylu psychicznego przez wycofanie się wgłąb siebie. Wycofanie psychiczne może być związane z traceniem kontaktu ze sobą, a także z bliskimi. Osoby z tą trudnością mają kłopot z dokonaniem zmiany w swoim życiu – nieświadomie utrzymują impas w swoim życiu i poszukują azylu wewnątrz siebie, oddalając się od świata, zatrzaskując się w czynnościach bezpiecznych i takich, które powodują, że zapomina się o sobie np. zajmowanie się oglądaniem seriali, telewizji, zbyt częste przeglądanie stron internetowych. To co wydaje się pozornie wygodne w świecie osoby wycofującej się psychicznie, staje się w pewnym sensie ograniczeniem w jej świecie wewnętrznym. Jako przykład można podać sytuację, w której osoba z tą trudnością poświęca czas głównie na oglądanie programów, seriali lub intensywnie zajmuje się przeglądaniem stron internetowych i czyni to, ponieważ nieświadomie chciałaby uniknąć kontaktu z intensywnością życia, a także uniknąć doświadczania frustrującej nauki związanej z tym jak radzić sobie w kłopotliwych sytuacjach.

Trudności w podejmowaniu decyzji

Osoby, które doświadczają wycofania psychicznego mogą przeżywać siebie jako bardzo kruchych i stąd mogą prosić innych o wskazanie właściwej drogi, o rady. Te trudności z podejmowaniem decyzji mogą wiązać się z chęcią oddania komuś innemu odpowiedzialności za swoje decyzje, ponieważ osoba doświadczająca wycofania psychicznego może nie wierzyć w swoje możliwości radzenia sobie. Wtedy zaczyna rozgrywać się sytuacja, w której wycofujący się psychicznie oddaje wszelkie dobre chęci, odwagę, pomysły na rozwiązanie problemu innym.

Rezerwacja konsultacji:

tel. 534 030 607  

email. skrzynka@gabinet-ego.pl 

Sylwia – patrząc na świat zza okna szyby

Sylwia miała sen o tym, że jest zamknięta na pierwszym piętrze swojego mieszkania i zza okna obserwuje śmiejące się jej przyjaciółki z czasów liceum. Zapamiętała to dotkliwe uczucie smutku, gdy patrzyła na nie, jak żywo rozmawiają. Ona znajdowała się w pokoju z uczuciem utknięcia w nim. Miała poczucie, że nie może z niego wyjść i spowija ją półmrok – tak jakby była skazana na tą przestrzeń, koleżanki natomiast jakby otrzymały przywilej bycia razem na słońcu.

Sylwia (27 lat) często miała uczucie utknięcia w swoim życiu. Była stale niezadowolona z tego, co udało się jej dotychczas osiągnąć. Ukończyła filologię angielską i podjęła pracę w szkole językowej, jednak wciąż miała poczucie, że jej znajomi mają siłę do zmierzania ku lepszemu życiu, mają motywację, żeby rozpoczynać lepiej płatną pracę, zakładać rodzinę, budować dom lub kupować mieszkanie. Od wielu lat była samotna, nie była w stanie inicjować kontaktów z mężczyznami. Obserwowała natomiast swoje koleżanki, które zamieszkiwały ze swoimi partnerami, zmieniały prace, miały swoje dążenia. Sylwia czuła się przy nich jako gorsza i nieporadna. Nieświadomie zaczęła radzić sobie z tym uczuciem, odcinając się o myśli o zmianach w swoim życiu i zanurzając się w świecie programów telewizyjnych, seriali internetowych – to dawało jej coraz większe ukojenie. Jednak im więcej czasu spędzała na byciu pochłoniętą przez fikcyjny świat filmów, tym bardziej, gdy zaczynała myśleć o sobie przeżywała bezradność i poczucie winy, że traci czas. Coraz rzadziej jednak docierały do niej myśli o tym, że nie jest zadowolona ze swojego życia.

Sylwia mieszkała sama. Wyprowadziła się od rodziców zaraz po maturze. Nie chciała dłużej być w domu. Z jednej strony miała dość swojej rodziny, z drugiej strony wiedziała, że nie ma pomysłu na to, aby tworzyć własne życie. Miała poczucie jakby znalazła się w martwym punkcie. To co znała dotychczas, nie podobało się jej, a z kolei nie mogła stworzyć czegoś nowego. Swoją rodzinę wspominała jako pełną napięć i smutku. Zapamiętała matkę siedzącą przy telewizji, wciąż niechętną do wychodzenia z mieszkania i ojca uciekającego z domu w spotkania z kolegami i alkohol. Jej ojciec często stosował przemoc wobec jej matki i paradoksalnie były to jedyne momenty, w których cokolwiek żywego działo się. Dla Sylwii było trudne przyznać się przed sobą, że momenty przemocy dawały jej niezrozumiałą ulgę. Sama czuła wiele złości do swojej matki za to, że nie nauczyła jej żyć, dbać o siebie, korzystać z wolnego czasu, angażować się w pracę. Była też zła na ojca, że albo ich opuszczał albo niszczył swoją agresją. Czuła się opuszczona przez oboje rodziców. Często miała wrażenie, że sama siebie też opuszcza, oglądając godzinami filmy i seriale, podobnie jak jej matka. Wtedy sterta nieumytych naczyń gromadziła się w jej zlewie, brud w mieszkaniu był na tyle dotkliwy, że Sylwia zaczęła się w nim źle czuć.

Miała poczucie w pracy, że traci czas, że wykonuje coś czego bardzo nie lubi. Uczenie języka angielskiego nie sprawiało jej przyjemności i do pracy chodziła z przymusu. Wciąż miała wrażenie, że wiele kwestii robi z przymusu – jedynie gdy zasiadała przy telewizji, miała poczucie, że właśnie oglądanie filmów i seriali jest tym co dla niej. Z drugiej strony coraz dotkliwiej doświadczała oglądania filmów jako czynność niezwykle jałową, jakby podglądała cudze życie, nie wiodąc własnego.

Miała wciąż poczucie impasu – zarabiała niewiele w szkole językowej, więc wiedziała, że nie może przekwalifikować się. Nie mogła przekwalifikować się, więc pracowała w szkole językowej, do czego przymuszała się każdego dnia. Jakby jej życie zamykało się w kręgu niemożności i porażek. Nie miała pomysłu jak to zmienić. Czasem myślała o tym, aby podjąć własną terapię, ale to też wiązałoby się z kosztami, których nie mogła ponosić. Z każdym rokiem miała poczucie, że utknęła.

W szkole językowej, w której pracowała, obserwowała jedną ze swoich koleżanek. Była trochę starsza od niej. Pracowała tam jako nauczycielka, ale wydawała się Sylwii inna niż te osoby, które poznawała w swojej pracy. Sylwia miała wrażenie, że ta kobieta była energiczna, dobrze ubierała się, dokształcała i pracowała w taki sposób, który wydawał się ciekawy dla grupy językowej. Któregoś dnia Sylwii udało się chwilę porozmawiać z nią przy obiedzie. Dowiedziała się, że znajoma dorabia do pensji korepetycjami, dzięki którym opłaca sobie dodatkowe szkolenia. Stamtąd też ma wielu znajomych, z którymi wyjeżdża. Sylwia poczuła początkowo zazdrość, że koleżanka dobrze sobie radzi, a ona wciąż pozostaje w niewiedzy, co ze sobą czynić w życiu. Rozmowa z nią pogorszyła znacznie samopoczucie Sylwii, która zaczęła obwiniać siebie o życiowy impas. Nie dość, że przeżywała dotychczasowe poczucie beznadziei, to jeszcze zobaczyła, że jest z niego wyjście i pozostała w poczuciu straty trzech lat, za co czuła się dotkliwie odpowiedzialna. Pomimo tego, że zdawała sobie sprawę z tego, że mogłaby zmieniać swoje życie, doświadczała bezradności i lęku, że pewnie i tak nic z tego nie wyjdzie, więc po co cokolwiek zmieniać.

Mimo wszystko znalazła w sobie energię, aby znaleźć paru uczniów, którym mogłaby dawać korepetycje. Ponieważ bała się, że nie zdoła utrzymać swojego zapału, rozpoczęła własną psychoterapię, aby mieć wgląd w jej uciążliwy stan, który nie pozwalał na szukanie własnej historii. Podczas psychoterapii powróciła do rozumienia swojego snu, który był o tym, jak z pokoju obserwuje śmiejące się koleżanki znajdujące się na zewnątrz. Zrobiło się jej szkoda siebie i tego, jak długo nie pozwalała sobie na przyjemność i wychodzenie do życia. Zaczęła myśleć o tym, jak szkoda jest jej czasu i jak opuszczała siebie, skazując się na takie zawieszenie. Poczuła, że chciałaby wyjść na zewnątrz i zaczęła się zastanawiać jak to uczynić.